LEKKA STRONA KINA Gazeta Wyborcza - Poznań (grudzień 2002) tekst: Michalina Dolińska
Filmy tegorocznego festiwalu "Off Cinema" nie były porywające. Nie wzruszały do łez, nie wywoływały ataków śmiechu. mimo to kilka z nich przez swój optymizm dawały nadzieję na nowe, lepsze kino w Polsce - a to już coś.Od piątku do sobotniej nocy w Sali Wielkiej Centrum Kultury Zamek trwały pokazy konkursowe VI Międzynarodowego Festiwalu Filmowego "Off Cinema". Wzięło w nim udział 51 filmów (dokumentów, animacji i filmów fabularnych) wyprodukowanych przez niezależnych twórców z Holandii, Niemiec, Norwegii, Polski, Szwecji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Włoch i Stanów Zjednoczonych. Zamek był okupowany przez młodych widzów, w większości licealistów i studentów. Podziwiałam ich zapał i wytrzymałość. Z braku miejsc wielu z nich siedziało na podłodze. Kiedys lubiłam specyficzny dla festiwalu szmer podczas projekcji, rozmowy przejetych twórców amatorów. martwili się , ze źle ustawili kamerę, albo, ze pan Krzysio , odtwórca głównej roli, zasłonił na wizji nazwę cukierni i jej właściciel nie da pieniedzy na nastepny film. tak było jeszcze w zeszłym roku. Podczas tegorocznego festiwalu nadstawiałam uszu - i nic. Widzowie w skupieniu ogladali filmy. czy to znaczy, ze "Off Cinema" sie profesjonalizuje? Możliwe, bo techniczny poziom filmów był w porównaniu z poprzednimi latami zaskakująco wysoki. Poza tym większość amatorów odpadła w eliminacjach, zostali głównie profesjonaliści - m.in. studenci szkół filmowych.
Gdy kamera nie kręci ślubówDla mnie zwycięzcą festiwalu jest Piotr Matwiejczyk - amator. Mimo nie zawsze dobrych jakościowo zdjęć i problemów z montażem jego filmy "Chinacity" i "Koszmar minionej zimy" to prawdziwe perełki, przepełnione szczerą radością i fascynacją kinem. Płynne i pełne humoru dialogi, pomysłowe gagi i switna gra aktorów sprawiły, że widzowie nagrodzili filmy gromkimi brawami. Piotr, razem z bratem Dominikiem, którego film "Ostatnie drzewo po lewej stronie" równeiż wziął udział w konkursie, mają w domu kolekcję 400 filmów wideo, z których czerpią inspirację do swoich podszytych ironią pastiszy kina akcji. Bohaterowie "Chinacity" to m.in. Humphry Bogacz, Agata chryste i Al Pacione. - Uważam, że kino powinno dawać widzowi rozrywkę, a nie wciąż mówic o szarej polskiej rzeczywistości - mówi 22-letni Piotr Matwiejczyk. Żeby móc kręcić filmy, Piotr pracuje między innymi przy produkcji reality show. Skonczył studium filmowe we Wrocławiu i nie myśli o kontynuowaniu studiów w szkole filmowej. - wole robić filmy tak, jak lubię, a nie tak, jak mi każą - mówi z dumą reżyser. teraz pracuje nad parodią przeboju kinowego "Amelia" - "Emilią". - Zdjecia ciagną sie w nieskonczoność, bo firma, od której pozyczamy kamerę, kreci nią śluby - dodaje.
Powaga i schematStudenci szkół filmowych zazwyczaj lubuja się w pokazywaniu polskich realiów ze śmiertelną powagą. O problemach swoich bohaterów mówią schematycznie i zaprawiają wszystko dydaktyzmem. Tło wydarzeń stanowia zniszczone kamiennice, deszczowa pogoda i najbardziej "romantyczne" według nich środki lokomocji - tramwaje. w tej poetyce utrzymany był film "Poczekalnia" Marzeny Więcek o rodzinie terroryzowanej przez ojca alkoholika. Dawno nie widziałam obrazu tak rażącego schematyzmem. Innego rodzaju słabość zauważyłam w filmie "Złom" Radosława Markiewicza, któremu jury przyznało I Nagrodę. Bardzo dobre zdjęcia rzeczywistości otaczającej głównego bohatera - zimne fiolety, wpadające w seledyn odcienie niebieskiego-stanowiły dobre tło do opowieści o przyjaźni dwóch mieszkańców przytułku dla bezdomnych: młodego chłopaka i schorowanego alkoholika. Ogladając ten film, miałam jednak wrażenie deja vu. Główny bohater z wygladu i charakteru przypominał Krzysztofa Siwczyka - odtwórcę tytułowej roli w filmie "Wojaczek" Lecha Majewskiego. Producentem filmu Markiewicza jest właśnie Majewski. to przypadek czy wpływ osobowości producenta na reżysera?
Niejeden odcień szarościWśród filmów polskich profesjonalistów dużą niespodziankę sprawiły mi te, które mówiły o jasnych stronach życia. Tego typu obrazy na "Off Cinema" nie pojawiały sie dotąd często. Autentycznością ujmował "Ewelina!" Mateusza Dymka - subtelnie nakreslony dokument o młodej aktorce, która próbuje odnaleźć się w zawodzie i przeżywa miłosne rozterki. Podobną lekkość w traktowaniu niełatwych tematów znalazłam w pełnym miłości nie tylko do X muzy obrazie "...Jeden dzień bliżej kina" Joanny Sokołowskiej o parze poznańskich kinomanów - Marii Makowskiej-kalinowskiej i Bogdanie Kalinowskim, w "Szczęściarzu" Piotra Żukowskiego z marzycielem - pucybutem w roli głównej oraz refleksyjnej opowieści o starszej kobiecie - "25 małżeństw i trójkąt" Małgorzaty Kozery. Po świeżym powiewie, jaki wprowadziły do zamku filmy braci Matwiejczyków i dobre technicznie obrazy profesjonalistów, marzy mi się nowe polskie kino, opowieadające o świecie z większego dystansu, filmy twórców, którzy patrzą na rzeczywistość przez różowe okulary albo przynajmniej widzą w niej różne odcienie szarości.



