DOZWOLONE DO LAT 20 "Sztandar Młodych" (10.06.1985) o Festiwalu "Dozwolone do 21" (dawna nazwa: Przegląd Dziecięcych i Młodzieżowych Filmów Amatorskich)
Wychodzi krasnoludek z chatki w kształcie grzybka, przeciąga się, patrzy jak drzewka i kwiatki rosną... Wylatuje nagle z nory wilk z długim ogonem, podbiega do krasnalka, kłapie zębami i ciach, noga krasnalka leci w prawo, ręka w lewo, głowa na dół - i już nie ma dobrego krasnoludka. Koniec bajki.Taka jest treść filmu Michała Solińskiego "Krasnale'' z Amatorskiego Klubu Filmowego "Jaś" w Pyskowicach. Jury III Ogólnopolskiego Przeglądu Dziecięcych i Młodzieżowych Filmów Amatorskich pod przewodnictwem reżysera Jerzego Pasendorfera przyznało "Krasnalom" jedną z pięciu równorzędnych nagród I. Film trwa czterdzieści sekund, ma zabawną animację - autentyczne dziecinne rysuneczki, no i pomysł... Autor niedawno skończył siedem lat. Filmy pokazywane w mokotowskim Domu Kultury "Kadr" przy ulicy Gotarda, gdzie odbywał się przegląd, oceniane były w dwóch kategoriach wiekowych - do lat 14, oraz od 14 do 20. I tu niespodzianka - znacznie więcej nadesłano filmów, których autorzy zbliżali się do górnej granicy wieku. Ale filmy najmłodszych były ciekawsze... Antybajka siedmioletniego Michała Solińskiego znalazła swoich kontynuatorów w filmie "Maluchy", głównymi bohaterami byli najmłodsi członkowie AKF "Jaś" zastanawiający się nad tematami swych przyszłych filmów. Rozparty w klubowym fotelu kilkulatek przemawia do kolegów: - Prawda nie zawsze w życiu popłaca. Przykładem tego może być trzecia kózka, która skłamała wilkowi i w ten sposób nie została zjedzona...W tym samym klubie filmowym trzynastoletnia Iwona Szadurska zrobiła wraz z koleżankami z klasy film "Śniadanie" - w którym wyrzucanie przygotowanych przez mamę kanapek potraktowane jest jako normalne oszustwo i jeden z pierwszych nieuczciwych kroków w życiu.
Czym jest kamera w ręku dziecka? Bardzo często po prostu atrakcyjną zabawką - dużo było filmów, zwłaszcza animowanych, których realizatorzy nie szczędząc pracy i wysiłku, starali się uzyskać zabawne efekty lub po prostu oddać piękno filmowego otoczenia. Często też starali się utrwalić na taśmie pewne zjawiska, pokazać mniej oficjalny obraz naszej rzeczywistości.
Jerzy Haszczyński z warszawskiego Pałacu Młodzieży w filmie "To też jest Warszawa" zestawił kolorowe pocztówki ze stolicy z ujęciami brudnych podwórek, zrujnowanych domów, zaniedbanych ulic. Siedemnastoletnia Anna Bondarek z Myśliborza sfilmowała wiejskie wesele - nie śliczną regionalną imprezę w ludowych strojach, a monstrualne przyjęcia w falbaniastych sukniach i ciemnych garniturach, pobojowisko rozgrzebanych potraw, pustych butelek i coraz bardziej pijanych życzeń na nową drogę życia.
Michał Bobiński (lat 14 AKF "Pinokio" przy Domu Kultury "Kadr") zdobył "Grand Prix" przeglądu podejmując temat pozornie bardzo prosty. Jego "Rówieśnicy" to zestawienie obrazków z dzieciństwa mieszkających na Ursynowie maluchów, ich zabawy, ze zdjęciami smutnych dziecięcych twarzyczek z okresu okupacji. Dwa inne filmy Michała, prezentowane w ramach przeglądu, potwierdzają jego pasję obserwatora - choćby "Formuła 1", gdzie mali chłopcy wyżywają się w rajdowym wyścigu za kierownicą starego wraku samochodu, a dorośli szczęśliwi posiadacze własnych pojazdów tkwią nieruchomo w długiej kolejce na stacji benzynowej. Zdarzały się filmy, których tematy przerastały możliwości realizacyjne dwudziestolatków - takie jak "Czarne Białe" Andrzeja Ścigały: opowieść o wyrzuconych ze szkoły uczniach zasadniczej szkoły zawodowej czy "Uczyć się i żyć" Ryszarda Obiedzińskiego - obrazki z życia ucznia takiej szkoły, mieszkającego na stancji w małym miasteczku. Film monotonny, opowiadający o drobnych problemach jak samodzielne gospodarowanie pieniędzmi, przygotowanie posiłków, narzucenie sobie pewnej dyscypliny. Naiwny komentarz - "chciawszy coś zjeść, trzeba na ten przykład przygotować sobie herbatę i jakieś kanapki." Ale ...dość często w rozmaitych dyskusjach młodzieży zapomina się o kilkunastolatkach, którzy uczą się z dala od rodzinnego domu, dla których drobne sprawy urastają do rangi problemów, z którymi muszą się borykać samotnie. Nudne? Bo nudne jest życie takiego ucznia szkoły zawodowej w małym miasteczku...
To "dozwolone do lat dwudziestu" utrwalone na filmowej taśmie często bywa nudne, albo wręcz smutne. Smutna była groteska "Heappy death" [zrealizowana o dziwo w znakomitym klubie filmowym, jakim jest poznańska" Awa"], opatrzona przez siedemnastoletniego autora napisami pełnymi błędów gramatycznych i ortograficznych, smutny film Wiesława Wawryszczuka "Nie wiedziałem, że potrafię". Smutny, bo miał to być film o bardzo miłej dziewczynie, która znajduje przyjemność w drobnych robótkach ręcznych i domowych. Film słuszny ideowo . W chwili gdy siedemnastolatka o niewyobrażalnie smutnej twarzy ścierała kurze i podlewała kwiatki, informując widzów że traktuje to jako "twórczość dnia codziennego", jej rówieśniczki z Węgier zaśmiewały się do łez. Faktycznie - portret "pozytywnej bohaterki naszych czasów" był przerażająco przelukrowany. Podobnie "Klubowa Kronika Filmowa nr.II potworny panegiryk na cześć domu kultury, "działającego pod patronatem" (tu wymienieni dokładnie wszyscy mecenasi- czyli ci co płacą i wymagają) gdzie "w oparciu o muzyczne uzdolnienia dzieci powstał teatrzyk poezji" a kurs tańca prowadzi pani "obdarzona osobistym temperamentem". Tę laurkę - koszmarek musiał przedtem (tzn. przed zgłoszeniem do przeglądu) przecież widzieć instruktor z klubu filmowego. I co? I pewnie mu się podobała, ponieważ pracę placówki kulturalnej pokazywała w sposób dorosły, czyli "jedynie słuszny".
W jednym z filmów, przywiezionych przez zagranicznych gości przeglądu z krajów demokracji ludowej pojawia się grzeczny chłopczyk, który pięknie gra na skrzypcach. Ujęcie następne - chłopiec przywiązany jest do instrumentu łańcuchem, a siedząca na kanapie rodzina przysłuchuje się z lubością, patrząc z zachwytem na młodego geniusza...
I o tym nie należy zapominać - że dziecięcy film amatorski powstaje w pracowniach prowadzonych przez dorosłych, że często oglądamy na ekranie nie świat widziany oczyma dziecka, ale to, na co i w jaki sposób dorośli kazali mu patrzeć. Dorośli ze szkoły, domu, telewizji. Dlatego dobrze jest, gdy siedmiolatek robi film o krasnoludku pożartym przez wilka. Bo krasnoludek wilka raczej zjeść nie może. I to jest ta prawda, która w życiu popłaca.



