WYWIAD Z DOMINIKIEM MATWIEJCZYKIEM Miesięcznik "Film" nr 06/2002 tekst: Agnieszka Prokopowicz
Godzilla utorowała braciom Matwiejczyk - nowej filmowej rodzinie - drogę do sławy w środowisku offowym. Dominik Matwiejczyk pokazał szanownym jurorom na festiwalu Dozwolone do 21 powalającą wizję przyszłości pożeracza filmów wideo i wygrał. Od tej pory wciąż tworzy coraz to bardziej makabryczne i coraz zabawniejsze offowe hity. W ferworze tworzenia zgodził się na krótki wywiad, specjalnie dla nas...Jak rozpoczęła się twoja kariera amatora filmowca?
W 1992 roku na małej kamerce pożyczonej od cioci wraz z licznym rodzeństwem (dwóch braci i trzy siostry) zacząłem kręcić krótkie horrory. Pierwszy z nich ("Błotniaki") był naprawdę makabryczny. Brat Piotr pisał ze mną scenariusze, ja reżyserowałem i robiłem zdjęcia, a najstarszy brat Marcin był odpowiedzialny za techniczną stronę filmów (udźwiękowienie, dubbingowanie i montaż). Siostry grały...
...aż trafiliście na festiwal Dozwolone do 21?
O festiwalu dowiedzieliśmy się właśnie z "Filmu". Postanowiliśmy wysłać tam nasz film "Wideomania epizod 4". Otrzymał on Grand Prix. To była groteskowa historia o ataku Godzilli na maniaka filmów wideo...
Groteska cię pociąga?
Ostatnio zrobiłem dwie pełnometrażowe komedie i myślę, że ten gatunek wychodzi mi najlepiej (choć chciałbym kręcić też poważne filmy). Mam w planach historię miłosną opowiedzianą w przewrotny sposób, a także coś w rodzaju powiastki filozoficznej z akcją umieszczoną na pokładzie wahadłowca dryfującego w przestrzeni kosmicznej. Kończę też scenariusz komedii o blokersach i innych subkulturach. Będzie ona ośmieszać schematy, jakimi posługują się media, opowiadając o tym środowisku. Okraszone to będzie muzyką parodiującą hip-hop i zawierać będzie subtelne nawiązania do "Długu", "Cześć Tereska", "Nienawiści" i "Chłopaków z sąsiedztwa".
Wciąż pracujesz nad nimi rodzinnie?
Brat Piotrek równolegle robi swoje pełnometrażowe filmy. Ostatnio na Oskariadzie za film "Klęcząc jęcząc" otrzymał Grand Prix (wraz z Anną Borusińską, współautorką). Na trzech pokazach we wrocławskim kinie Oskar jego prawie dwugodzinnego filmu "Chinacity", parodii kina gangsterskiego, były pełne sale. Teraz Piotrek pracuje nad parodią "Amelii" pod znamiennym tytułem "Emilia".
Jak oceniasz szanse offowego kina w obecnej sytuacji na rynku filmowym?
Teraz, po zamknięciu Komitetu Kinematografii, szanse wzrosły. Jeśli ktoś robi dobre filmy tanio i profesjonalnie, wrota kin zaczynają się otwierać. Trzeba być tylko przedsiębiorczym i pokazywać swój film, gdzie tylko się da.
Chciałeś zdawać do łódzkiej Filmówki?
Trzy lata temu zdawałem i nie dostałem się. Teraz myślę, że jednak nie chciałbym chodzić do tej szkoły. Jestem na trzecim roku kulturoznawstwa i dużo uczę się o świecie. A co do umiejętności... najwięcej można nauczyć się w praktyce, na planach filmowych.
Czy kino amatorskie może być sposobem na życie?
Nie, trzeba jeszcze jakoś zarabiać, bo kręcąc filmy amatorskie, nie ma co liczyć na jakiekolwiek pieniądze. Może gdyby udało mi się sprzedać film do szerokiej dystrybucji, zarobiłbym na tym. Na razie to moja pasja. A pracuję jako asystent realizatora programu "Bar". Dzięki temu mam za co kupić kasety do kamery.
Co dobrego widziłeś ostatnio w kinie?
"Dług", a niedawno "Memento". Z polskich filmów właściwie poza "Długiem" - nic. Mam sentyment do Barei i starych komedii Machulskiego. I do Kieślowskiego. Film "Cześć Tereska" wydał mi się sztuczny i pod publikę.



