Dlaczego sie rusza czyli wszystkiego CIUT CIUT "Motywy" Tygodnik Związku Harcerstwa Polskiego (nr 24 1988-06-15) tekst: Krystyna Stryjewska

Dlaczego sie rusza czyli wszystkiego CIUT CIUT

"Motywy" Tygodnik Związku Harcerstwa Polskiego (nr 24 1988-06-15)

tekst: Krystyna Stryjewska

Mamy polski western. Prawie klasyczny. Z "białymi" i "czarnymi charakterami", strzelaniną, mordobiciem, galopadami, plenerami. Zrealizował go pan Kłyk, rolnik, który przez kilka lat jeździł jako operator z kinem objazdowym. Wyświeltane weterny znał już na pamięć. Dialogi, ujecia, plany. Wyliczył nawet - najpierw z nudów, a potem z ciekawości - czas trwania poszczególnych scen, ujęć, motywów dźwiękowych. Z podpatrywania, analizowania powstał fabularny film autorski, oparty na własnym scenariuszu, kolorowy z wartką akcją. W jego realizacji brała udział cała wieś, współziomkowie Kłyka byli aktorami, statystami, technikami. Stajnie przemieniono na saloony, banki i hotele, a rolnicy, bez mrugnięcia okiem, rzucali orkę, zeby zdążyć na plan. Film został podobno sprzedany za walute wymienialną... Nie trzeba koniecznie ukończyć wydział reżyserski, żeby zrobic film.

Taka wstępna informację otrzymali harcerze w pierwszym dniu trwania warsztatów filmowych jakie odbyły się w kwietniu w Warszawie w mokotowskim Domu Kultury "Kadr". Organizatorami warsztatów (tegoroczne były trzecimi z kolei) są wydział kultury GKZHP oraz Dom Kultury "Kadr" reprezentowany przez jego dyrektora Witolda Kona. Harcerze biorący udział w warsztatach nie zetknęli się dotychczas ze sztuką filmowania, byli całkowicie "zieloni". Takie jest zresztą założenie programowe. Zostali wytypowani przez swoje komendy chorągwi w nagrodę lub pod hasłem "może coś z tego będzie". Coś, czyli przyszły klub filmowy, drużyna specjalnościowa, harcerska sekcja przy MDK. Jeśli naturalnie przez te pięć dni spędzone w stolicy połkną bakcyla stwierdza, że filmowanie to jest to, jeśli się spodoba... Na powstanie filmu składa się mnóstwo elementów; skomplikowanej techniki filmowania nie pozna się w ciągu pięciu dni. Można zaledwie "liznąć" cokolwiek. Tak było i tym razem: wszystkiego ciut-ciut.

Zajęcia reżyserskie z Włodzimierzem Dusiewiczem, reżyserem wytwórni filmowej "Czołówka". Teoria. O budowie utworu filmowego, rytmie filmu, środkach wyrazu, o rodzajach i gatunkach. budowa kamery.

zajecia z animacji z Michałem Tarkowskim. Scenopis, podziałna cykle, fazy, klatki. Tempo i ruch. Techniki animacji. Zajęcia praktyczne, w wyniku których powstaje pierwszy na tych warsztatach produkt - film animowany techniką skrobania. Znakomita zabawa, cudowne uczucie, kiedy można efekt swojej pracy zobaczyc na ekranie!

Trzeciego dnia mało teorii, dużo praktyki. operator filmowy Janusz Popławski opowiada trochę o sprzęcie, obróbce materiału, roli oświetlenia, planach i ujeciach. Odpowiada na pytania w rodzaju "jak to się dzieje, że się rusza". Pokazuje jak należy prowadzić kamerę. Tego dnia harcerze, podzieleni na dwie grupy, kręcą swój pierwszy w życiu film. Poprzedniego dnia mieli zadanie zastanowić się nad scenariuszem, rolami, eksponatami.

Film rozpoczyna rozpoaczliwy wrzask kota. Na planie jeszcze nic sie nie dzieje. kot jest w miejsce lwa; w końcu to tylko film amatorksi. Pierwszy plan - zbiórka pięcioosobowej grupy przy dźwiekach marsza. Ryk jelenia, jako efekt dźwiękowy podczas zbliżenia twarzy Tomka Więcka. (O tego jelenia to się Tomekprawie obraził, miał byc bowiem ryk króla zwierząt, jednak podczas przesłuchania taśm wszyscy zgodnie stwierdzili, że lwi ryk był zupełnie "nieczytelny"). Rozlega się śmiech (wykorzystano taśmę pod nazwą "śmiech kobiet wiejskich") i daleki plan maszerujących w kierunku sklepu z napisem "Papier". Pod sklepem kolejka ustawiona ze statystów; akurat nie było po co ustawiać się naprawdę. Efekt dźwiękowy: "hałas tłumu w sklepie", przechodzi stopniowo w triumfalny marsz. Na planie pojawia się bowiem silna grupa niosąca na potężnym drągu zdobyczną rolkę... papieru toaletowego. Oklaski i zbliżenie twarzy uradowanych zdobywców. Film ma tytuł "Polowanie", trwa półtorej minuty.

Półtorej minuty to już efekt koncowy, nakręcili aż trzy minuty taśmy. Potem wywołanie i montaż. najwazniejszy i najciekawszy dzień warsztatów: zajęcia w wytwórni filmowej "Czołówka". Tu przynieśli swoje, wywołane na negarywie, taśmy, tu mają sposobność zobaczyć, jak ze skręconego materiału powstaje film. Stół montażowy, talerze, sklejarka. Na maleńkim monitorze przesuwają się negatywowe ujęcia. To jest za długie, tu drgnęła kamera, ten plan nijak się ma do poprzedniego. W ruch idą nożyczki i taśma klejąca. Żmudna , wymagająca wiele cierpliwości, praca montowania filmu. Pod stół spadają metry taśmy; to te nieudane lub niepotrzebne ujęcia. Ucisk w sercu kiedy wyrzuca sie kawał własnej pracy trzeba jakoś przeżyć, to minie. Potem się przywyka i juz tak nie żal "ukochanych" ujęć, które do tego akurat filmu po prostu nie pasują. Może przydadzą się w innym?

Klejenie idzie sprawnie. To nic, że czasem ze zwojów taśmy robi sie "sałata", zdarza sie ona i wykwalifikowanym montażystom. trzeba natomiast uważać, żeby ciąć w sztych, czyli pomiędzy perforacją. Cięcia i sklejki okazują sie zpożytkiem dla całości; co do tego wszyscy są zgodni. Teraz film wypada udźwiękowić. Fonoteka. Taśmy z muzyką, efektami dźwiękowymi. katalogi alfabetyczne, hasłowe. Czy do marsza bardziej będzie pasował efekt "stukot końskich kopyt po moście" czy moze lepiej "parada wojskowa"? Przesłucha się wszystko, zdecyduje.

kolejny etap - montowanie dźwięku. Znowu stół montażowy, tyle, że bardziej skomplikowany, bo sześciotalerzowy. można tu montować swobodnie kilka taśm jednocześnie, nakładać na siebie efekty dźwiękowe, dawać na podkład muzyczny, na "ciszę", robić "zarzutki" czy "zakładki". dokładnie odmierza się czas trwania ujecia, długość taśmy z efektem dźwiekowym. Tu młodzież jedynie przyglada się co z jej filmem potrafi zrobić fachowiec, ile razy musi ciąć, przeklejać, cofać, przewijać, aby trafić we właściwy moment na taśmę z dźwiękiem. Potem już tylko przegrać wszystko na jedną taśmę, zsynchronizować i film gotowy. Ponieważ wywołany został jako negatyw trzeba zrobić kopię pozytywową. Mnóstwo nowych terminów, fachowych i potocznych określeń. Pierwszy kontakt z kamerą, stołem montażowym. Na razie w głowach mętlik. Ale i uczucie, że poznało się coś szalenie zajmującego. Po powrocie trzeba wszystko jeszcze raz przemysleć, popatrzeć, popytać, czy są jakieś możliwości na założenie klubu.

Tylko - jeśli nawet będą - czy starczy umiejętności, aby uczyć innych? Nie ma lepszej możliwości szkolenia niż robienie kolejnych filmów - twierdzi Witold Kon. Teorię mozna wykładać w nieskończoność. Jest potrzebna jako uzupełnienie praktyki, nie odwrotnie.

Że taki klub to droga impreza? Drogo, tanio, to rzeczy względne. Zależy jakie przyjmiemy kryteria. Co się bardziej opłaca: stworzyć młodzieży warunki do uprawiania ciekawego hpbby, czy pozowlić na bezpłatne zabijanie czasu według woli i możliwości, a potem płacić za skutki...

Filmowanie to zajęcie , na które młodzież jeszcze stać. W czasach, gdy kamera wideo kosztuje kilka milionów, a kolorowy telewizor pięćset tysiecy, film staje sie dyscypliną tania i przystepną. Wyposazenie klubu filmowego w prosty, podstawowy sprzęt zamyka się dziś sumą stu tysiecy. Nie jest ona zawrotna, nawet jak na stan majątkowy niezbyt bogatych komend chorągwi. a przecież na początek mozna wejść w układ z domem kultury, poszperać, bo zdarza się, że gdzieś stoi, otrzymany w nagrodę, zakurzony bo nieużywany, stół montażowy czy przewijarka.

Ostatni dzień warsztatów. Czas na podsumowania, uwagi, pytania. Dyrektor Kon stawia sprawę jasno: wracacie do siebie, kręcicie film i spotykamy się w październiku na "meczu" filmowym. Przedtem zaprasza na miedzynarodowy przegląd filmów amatorskich, jaki rokrocznie w maju, organizuje klub filmowy przy "Kadrze". Na razie w charakterze widzów, niech zobaczą co mozna wyczarować na taśmie. Zawsze uda się coś podapatrzeć, pogadać z autorem o technice. Proponuje także wspólny plener filmowy w okresie wakacji. Filmowcy z Mokotowa wraz z niemieckimi kolegami po fachu wybierają się latem w gorzowskie. Będą oczywiście kręcić. Tu też mozna będzie sie sporo nauczyć. Potem zrobienie filmu na październikowy "mecz" to zwykła formalność.

Jeszcze na koniec kilka dobrych, bo fachowych rad. Nie liczyć, że film zostanie zakwalifikowany od razu do wielkiej kinematografii. Wprost przeciwnie - wykorzystywać, jak długo mozna, zalety amatorskości czyli pełnej swobody, braku skrepowania, kontroli biurokratów od filmu. Chłodnym okiem patrzeć na efekt swojej pracy, nie bać się cięć, skrótów. Jest wiele filmów, które byłyby dobre, gdyby ich autorzy częściej używali nożyczek, pozbywali się swoich ukochanych a banalnych dla widza ujęć.

Na pieciodniowych warsztatach filmowych przebywali w stolicy harcerze z Łodzi, Piły, Gorzowa. Otrzaskali się z filmem, zobaczyli - w ogromnym skrócie - drogę od pomysłu do realizacji i efektu na ekranie. Na pytanie czy czują się na siłach założyć u siebie klub filmowy - popatrują jeden na drugiego. Nikt nie wyrywa sie do odpowiedzi. Na pewno łatwiej przyszłoby sie zdeklarować po podobnych warsztatach - dla już cokolwiek bardziej wtajemniczonych w arkana sztuki filmowej - zorganizowanych , powiedzmy, na jesieni. Dla tych samych kilkunastu harcerzy, którzy w kwietniu dopiero zrozumieli "dlaczego się rusza".